FalloutCenter » Czytelnia
» Artykuły » Seria gry Fallout
Fallout
„Wojna, wojna zawsze taka sama”. Tym zadaniem rozpoczynają się trzy kolejne części gry z serii Fallout. Jeden z nielicznych Rpg-ów, osadzonych w realiach post- apokaliptycznych. W świecie wyniszczonym przez wojnę nuklearną, gdzie cywilizacja z trudem znajduje swoje miejsce, musimy stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, rozwiązać wiele zagadek i odszukać wiele starych, przedwojennych artefaktów.
W pierwszej części gry, wcielamy się w postać mieszkańca krypty, który żyje beztrosko, w bunkrze zwanym „Krypta 13”. Pewnego dnia zostaję wezwany przez zarządcę
na rozmowę, w której dowiaduje się że główny procesor odpowiedzialny za pobieranie i oczyszczanie wody uległ awarii i potrzebny jest nowy zamiennik. Jego zadanie jest bardzo jasne, odnaleźć nowy hydroprocesor przed upływem 150 dni, właśnie na taki czas wystarczy wody dla mieszkańców krypty. Tak właśnie rozpoczyna się niebezpieczna wędrówka „Przybysza z krypty”, w której on sam będzie musiał sprostać potężnej amii mutantów.
Podczas gry, bohater będzie przemierzał opustoszałe rejony Ameryki zachodniej, po drodze napotykając miasta, i różne dziwne miejsca, w których przyjdzie mu rozwiązać dużą ilość questów. W trakcie wędrówki napotykamy bardzo duże miasto handlowe o nazwie „Hub”, gdzie możemy poprosić o pomoc kupców wodnych. Zorganizują oni wtedy karawanę z zapasem wody do naszej krypty, dzięki czemu zyskamy 100 dni więcej na poszukiwania hydroprocesora. Jeśli w końcu uda nam się odnaleźć te urządzenie i dostarczyć je do zarządcy, dowiadujemy się, że krypta jest zagrożona. Niebezpieczeństwem tym okazuje się Mistrz, który dzięki przedwojennemu wirusowi FEV zamienia ludzi w mutanty, w ten sposób tworząc potężną armię. Oczywiście musimy stawić mu czoła, i jak się łatwo domyślać, jest on bossem końcowym gry. Po zwycięstwie bohater powraca do krypty, ale zamiast spocząć na laurach, zostaje wygnany. Czując w sobie wielką pustkę oraz żal, wędruje wiele tygodni na północ. W końcu dociera do wielkich kanionów, gdzie zakłada małą wioskę odseparowaną górami od reszty świata. Tam spędza resztę swojego życia, opowiadając potomkom o jego czynach.
Fallout 2
Osadzony jest 80 lat później po wydarzeniach z jedynki. Bohaterem jest mieszkaniec Arroyo, wioski założonej przez „Przybysza z krypty”. Na samym początku gry, Starsza wioski wzywa nas do swojego wigwamu, gdzie opowiada o tragicznej sytuacji na tutejszych ziemiach. Dowiadujemy się że na jałowych polach uprawnych nie chce już rosnąć żadna roślinność, a dzieci i zwierzęta zaczynają chorować na nieuleczalne choroby. Starsza zdradza nam również, że Przybysz z krypty opowiadał o GECK-u (Garden of Eden Creation Kit - Generator Ekosystemu Cudownej Krainy). Według opowieści takie urządzenie znajdowało się na standardowym wyposażeniu każdej krypty, i miało na celu odbudować ekosystem po wojnie atomowej. Prawdopodobnie jest to jedyna szansa na uratowanie wioski przed zgubą. Jednak przed wyruszeniem w niebezpieczną wędrówkę, bohater musi udać się do pobliskiej świątyni, aby dowieść swoją odwagę, spryt i silę. Po udanej przeprawie przez kilka prób, możemy ruszyć na spotkanie z niebezpiecznym, post-nuklearnym światem.
W Falloucie 2 nasz bohater ma o wiele więcej możliwości niż w poprzedniej części gry.
W „dwójce” możemy zostać członkiem jednej z czterech rodzin mafijnych, wsiąść ślub, mieć 5 przyjaciół a nawet posiadać samochód! Autorzy gry sprawdzili się również pod względem przedmiotów, których mamy tu dużo, dużo więcej. Mapa świata również się zwiększyła. Jest ponad 15 miast i kilkanaście sekretnych lokacji. Miejsca takie jak Krypta 13, Krypta 15, NCR (New California Republic) znamy z „jedynki”, dzięki czemu możemy porównać jak bardzo się zmieniły. Fallout 2 ma dużo powiązań z „jedynką”. Przykładem tego może być ghul Harold, którego można spotkać w Gecko. Opowiada on naszemu bohaterowi o chwalebnych czynach Przybysza z krypty. Prócz tego możemy odwiedzić Military Base, która w F1 zostaje wysadzona w powietrze. Autorzy gry nie postarali się tylko o jedną rzecz. Zapomnieli o Bractwie Stali. W pierwszej części gry zakon posiadał olbrzymią bazę, do której można było wejść (pod warunkiem ukończenia pewnej próby). Tam bohater wypełniał kilka misji oraz dostał kilka ciekawych i przydatnych przedmiotów. A w Falloucie 2,co? Tylko 3 posterunki Bractwa, a w dodatku tylko do jednego dało się wejść. Naszym obecnym wrogiem, nie jest Mistrz i jego mutanty, ale potężna armia zwana Enklawą. Nikt dokładnie nie wie skąd się oni wzięli, ani skąd mają taką technologię. Wspomagane pancerze, latacze oraz skomplikowana broń laserowa. W trakcie gry dowiadujemy się, że istnieje jakaś wyspa (platforma wiertnicza), z której żołnierze i personel z Nawarro otrzymuje rozkazy. Po odnalezieniu GECK-a, nasz bohater ma stawić im czoła. Musi znaleźć sposób na dotarcie na tę platformę, jedynym rozwiązaniem jest stary statek przycumowany w dokach San Francisco. Po zatankowaniu paliwa na pokład i załatwieniu kilku spraw wyrusza w rejs. Po dotarciu na wyspę dowiadujemy się o planie Enklawy, polegającym na eksterminacji gatunku ludzkiego za pomocą wirusa FEV. Po załatwieniu kilku zadań na platformie, uwalniamy uwięzionych tam mieszkańców naszej wioski. Staczamy walkę z bossem końcowym, osobistym ochroniarzem prezydenta stanów zjednoczonych, Frankiem Horriganem. Pół człowiekiem, pół robotem. A na końcu wsiadamy na statek i wracamy do San Francisko oglądając za sobą dopalające się zgliszcza Enklawy. To, co bardzo miło mnie zaskoczyło, to możliwość kontynuowania gry. Po zniszczeniu bossa końcowego możemy udać się do New Reno i porozmawiać z mieszkającym tam księdzem. W nagrodę za przejście gry wręczy nam książkę, dzięki której możemy nabijać doświadczenie do 99 poziomu.
Fallout Tactics
Gra ukazała się w 2001 roku z nakładem 14 Degrees East. Na pewno nie jest kontynuacją poprzednich części. Zmieniła się nie tylko pod kontem grafiki, ale również pod kątem rozgrywki. Jej fabuła jest bardzo prosta a rozgrywka liniowa. W Tacticsie jesteśmy rekrutem w Bractwie stali, i przewodzimy mały sześcioosobowym oddziałem. Mamy za zadanie odnaleźć Chicago i zlokalizować kryptę leżącą pod tym miastem, przynajmniej taki jest zarys fabuły. Jak już wspomniałem wcześniej gra jest bardzo liniowa. Otóż mamy do przejścia jedynie 19 misji oraz nie mamy wpływu na kolejność wydarzeń, co jest bardzo dużym minusem tej gry. Sama rozgrywka również uległa zmianom. Sterujemy sześcioma osobami, które mogą kucać i czołgać. Mamy możliwość jazdy wieloma pojazdami między innymi Hammerem i czołgiem. Walka może odbywać się w trybie turowym i rzeczywistym. Co misję meldujemy się w bazie, gdzie Barnaby, nasz generał wydaje nam wytyczne następnej misji. W bunkrze możemy zaopatrywać się w broń, medykamenty, werbować nowych żołnierzy a także skorzystać z pomocy medycznej. Nowy silnik graficzny prezentuje się dosyć ładnie, ale zawiera błędy przez co gra często zwalnia, nawet na lepszych komputerach. Jeśli chodzi o mapę świata to jest ona duża, ale jeśli nie mamy odblokowanych misji to możemy podróżować wzdłuż i wszerz i nigdzie nie trafimy. Sama mama świata wygląda o wiele gorzej niż, ta z „jedynki” albo „dwójki”, po prostu wygląda jak pofałdowany dywan. Jeśli chodzi o lokacje losowe, to tu autorzy gry naprawdę się postarali. Jest ich naprawdę dużo, prawie 50, i to jakich. Możemy napotkać między innymi wrak rosyjskiej stacji „Mir” albo Pipboya, słynnego ludzika z Fallouta, spacerującego sobie bez trosko. Fallout Tactics dysponuje również opcją multiplayer. Z tego, co wiem, jest tam kilka trybów gry takich jak capture flag itp. Bossem końcowym w Tacticsie, jest Kalkulator, olbrzymi komputer zintegrowany z mózgami wybitnych geniuszów. Posiadający wiele informacji i sterujący wszystkimi robotami. Według mnie, jest to najgorsza część z serii, mimo to bardzo gorąco polecam. Teraz jedynie musimy cierpliwie czekać na Fallouta 3.
Maros

autor: Dr_NoN4m3, data modyfikacji: 21.07.2008 23:14, drukuj stronę